Lion Mini White

Lion – wafelkowy baton. Od zawsze kojarzy mi się z paszczą lwa! (patrz reklama) i ceną 0,99zł (ostatnio mocno zdrożał!). Kupuję go średnio raz do roku i bardziej z przypadku niż celowo. Dostępny w 3 wariantach smakowych: klasycznym (mleczna czekolada), z orzeszkami ziemnymi i z białą polewą. Tego ostatniego nigdy wcześniej nie miałam okazji jeść (pewnie dlatego, że nie przepadam za białą czekoladą). Dlatego też podczas ostatniej wizyty w Biedronce, mając okazję kupić mini wersję na wagę, pokusiłam się o aż 2 sztuki ;).

Lion Mini White – nadziewany wafel z karmelem (32,6%) i płatkami pszennymi (11,3%) w białej polewie. A zatem jak informuje już sam producent, nie ma nic wspólnego z białą czekoladą (przynajmniej szczerzy są ;)).

DSCF4970

Zapach: sztucznie waniliowy, mocno słodki, mleczny – aż mdły.

DSCF4972

Smak: Polewa! słabej jakości, mocno słodka, tłusta, lekko proszkowa. W niej płatki pszenne, w sumie bez smaku, ale fajnie chrupią ;). W środku kruchy wafelek przekładany bliżej niezidentyfikowanym, słodkim nadzieniem. Karmel – jedyny z pozytywnych akcentów, bo fajnie się ciągnie. Całość to ulepek (nie lubię tego słowa, ale ono najbardziej oddaje moje odczucia).

Jeśli mam kupować Liona to na pewno nie w wersji White (klasyczna i z orzeszkami są ok).

Szkoda, że nie są dostępne w Polsce Picnici – miały przynajmniej rodzynki.

Ocena: 2,5/5

Kupione: w Biedronka

Cena: jakieś 0,40zł

Gramatura: 20g

Wartości odżywcze: 475kcal/100g, w tym tłuszcz 20,8g (kwasy nasycone 14,9g), węglowodany 65,6g (cukry 42,5g), białko 6,1g, sól 0,59g.

Skład: syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, mąka pszenna, olej palmowy, mleko zagęszczone słodzone, odtłuszczone mleko w proszku, srwatka w proszku (z mleka), maltodekstryna, całkowicie utwardzony olej palmowy, skrobia pszenna, emulgator (lecytyny), substancja spulchniająca (węglany sodu), sól, cukier karmelizowany, aromaty, naturalny aromat wniliowy, substancja zagęszczająca (karagen).

6 komentarzy

  1. ~Natalie · 31 października 2014 Odpowiedz

    A ja go tam bardzo lubię ale i tak najlepsza jest wersja peanut :D

  2. ~Olga (livingonmyown) · 31 października 2014 Odpowiedz

    Jakiego tygrysa? Przecież na reklamie, opakowaniu, a nawet w nazwie (!) jest lew.

  3. ~Barbara Cichorska · 2 listopada 2014 Odpowiedz

    Liony mogłyby dla mnie nie istnieć. Nie przepadam. Pewnie dlatego, że najadłam się ich od groma w dzieciństwie.

  4. ~Angelika_and_Monika · 9 listopada 2014 Odpowiedz

    W dzieciństwie się nimi zapychałyśmy (dziecko zje wszystko co tanie i słodkie, nawet wyroby świąteczne czekoladopodobne), ale jak tak teraz myślimy to już parę ładnych lat minęło odkąd ostatnio go jadłyśmy i szczerze jakoś nie rozpaczamy z tego powodu :P

Zostaw odpowiedź